Grupa 33 z wizytą u Królowej Polski już po raz dziewiąty

Pielgrzymowanie to najpierw wymiar fizyczny. Taki namacalny, konkretny. To coś, co możemy od razu poczuć, zobaczyć, usłyszeć. To pokonanie ponad 70 km, zmęczenie, niemiłosiernie zabrudzone stopy, zakurzone sandały, potknięcia, odciski i bąble, czasem asfaltówka i wykończona pianka regenerująco-łagodząca.

Jednocześnie to piękno Szlaku Orlich Gniazd, od Sanktuarium Matki Boskiej Skałkowej w Podzamczu, przez Kroczyce, Niegową, Siedlec Janowski, Zrębice po Olsztyn, miejsca, przez które została wytyczona nasza wędrówka do Czarnej Madonny. Słoneczna, wręcz upalna, pogoda pozwoliła nam docenić cień lasów, podziwiać malownicze łąki, pagórki i skałki. Mijaliśmy domy i ogrody z drzewami uginającymi się pod ciężarem owoców, pozdrawialiśmy spotkanych ludzi, zatrzymywaliśmy się przy kościołach i kapliczkach, czy to na Mszę Świętą, jak to miało miejsce w Niegowej u Św. Mikołaja, czy po to, by zregenerować siły i zaopatrzyć się w wodę u naszego „mobilnego źródełka”. Po drodze były też oczywiście zamki w Morsku i w Bobolicach, ale również cmentarz wojenny z I wojny światowej w Kroczycach Bleszczowej czy 500-letnie lipy, pomniki przyrody, przy kościele p.w. Św. Jacka i Św. Magdaleny w Kroczycach. Dodatkowo mieliśmy okazję zdobyć Mały Giewont, czyli Górę Biakło, która swoim kształtem i umieszczonym na szczycie krzyżem przypomina tatrzański wierzchołek. I to bez stania w kolejce!

Dalej, wymiar fizyczny pielgrzymowania to właśnie krzyż. Krzyż który nas prowadzi, który sobie przekazujemy, którym się dzielimy, który niesiemy, na wzór tych krzyży, których doświadczamy na co dzień, a których często nie chcemy tak chętnie przyjmować.

To również różaniec w naszych dłoniach na wspólnej modlitwie i na modlitwie w ciszy, bo przecież jest tyle intencji, tych bardzo naszych, dziękczynnych, błagalnych, może niewypowiedzianych, w sprawach trudnych, beznadziejnych, i tych, które nam powierzono. Wreszcie, to chusta pielgrzyma – pierwsza, kolejna, może dla niektórych z nas ostatnia.

Oczywiste jest to, że pielgrzymowanie posiada również wymiar interpersonalny. Nasza tegoroczna 29-osobowa grupa pielgrzymkowa może i nie była bardzo liczna, ale za to popisowa: zaangażowana w dyżury, otwarta na drugą osobę, radosna i serdeczna, pomocna, rozmodlona i rozśpiewana. Nic dziwnego: prowadziło nas hasło programu duszpasterskiego „Napełnieni Duchem Świętym”, a raczej nie tyle hasło, co sam Duch Święty.

I tak, to nasze pielgrzymowanie w grupie było jak żywa lekcja katechezy, podczas której każdy z nas jest nauczycielem i uczniem jednocześnie. Trwać w skupieniu i postawie modlitewnej, zawierzyć Bogu, w Nim pokładać nadzieję, przyjmować to, co przynosi dzień, dziękować za deszcz i wypatrywać tęczy, ćwiczyć wytrwałość i ćwiczyć się w przyjmowaniu woli Pana Boga, przemyśleć, ustalić priorytety, znaleźć odwagę, podjąć decyzję, pocieszyć i być pocieszonym, rozbawiać i być rozbawionym, rozmawiać i śpiewać, zgłębiać historię Polski i przypomnieć sobie piękno polskiej poezji – tego wszystkiego doświadczyliśmy podczas tych „rekolekcji w drodze”.

I wreszcie wymiar duchowy pielgrzymowania. Najważniejszy i jednocześnie najtrudniejszy do opisania. To wymiar, który związany jest z naszym duchowym formowaniem i wzrastaniem w dawaniu świadectwa o wartościach, które wybraliśmy i którymi chcemy żyć. Nasze kształtowanie się w wierze dokonywało się przez uczestnictwo w Mszy Świętej (w krypcie Katedry i na pątniczym szlaku), przyjmowanie sakramentów świętych, słuchanie Słowa Pana, przez modlitwę, aż po spotkanie z Matką Bożą Częstochowską, spotkanie na przejmującej Eucharystii i na Apelu tuż przed Jej obliczem. To wymiar, którego owoce dojrzewają i który pozostaje jeszcze tajemnicą.


Relację napisała Ola