Verso l’alto

Padają miasta, inny świat
mijają wieki całe
Aniele Stróżu strzeż nam gór
niech będą wciąż te same
(ks. J. Twardowski).


Jak co roku z wielkiego miasta wywabiła nas tęsknota za rozległymi przestrzeniami oraz powietrzem górskich lasów i łąk. W lipcowy poranek umówiliśmy się w ustalonych miejscach, aby pojechać do Żabnicy koło Węgierskiej Górki, gdzie zaczyna się szlak czarny na Halę Boraczą (854 m n.p.m.). Hala Boracza to skryty w sercu Beskidu Żywieckiego urokliwy górski zakątek. Po dwugodzinnej podróży dotarliśmy na punkt startowy i od razu udaliśmy się na szlak. Wędrowaliśmy powolnym rytmem, napawając się ciszą, wzgórzami przepasanymi weselem, bezkresnym nieboskłonem i miłym towarzystwem. Szliśmy spokojnym rytmem, mając dużo czasu do południowej godziny rozpoczęcia Eucharystii sprawowanej na szczycie w ramach Ewangelizacji w Beskidach. Po dojściu na halę odsłonił się nam majestat krajobrazów, cieszyliśmy się wspaniałymi panoramami... Zachwyt otoczoną gęstymi lasami i rozległymi polanami Hala Boraczą sprawił u nas pewien rodzaj błogostanu. Nasze, niezbyt zresztą umęczone, kości wyciągnęły się na polanie. Tak czekaliśmy na rozpoczęcie mszy świętej.


    


Kolejna edycja Ewangelizacji w Beskidach wpisywała się w obchody Roku Jubileuszowego 2025, ogłoszonego przez papieża Franciszka pod hasłem „Pielgrzymi Nadziei”. Takie samo jest również hasło tej największej inicjatywy ewangelizacyjnej na terenie diecezji bielsko-żywieckiej. „Trzeba nam się obudzić i zobaczyć, że wiara nie jest banałem, a nadzieja nie jest pustką bez smaku. Nadzieja ma smak Chrystusa. Jeżeli masz Boga w sobie, to jesteś człowiekiem nadziei. Bóg jest ostatecznym źródłem nadziei dla wierzących” – mówił w homilii o. Bogdan Kocańda do uczestników Ewangelizacji na Hali Boraczej. Po Mszy św. modliliśmy się o błogosławieństwo dla mieszkańców czterech stron świata, a następnie przyjęliśmy namaszczenie olejkiem radości, aby nigdy nam Bożej radości w duszy i codziennym życiu nie brakowało. Na wiernych czekało słowo Boże na karteczkach, cukierki i kiełbaski, które można było od razu upiec. Otrzymaliśmy też pamiątkową pieczątkę w „Książeczce górskiego ewangelizatora”. Po modlitwie posiedzieliśmy na urokliwej polanie w promieniach słońca, by pobiesiadować, by po prostu kontynuować radość spotkania. Chcieliśmy skosztować jagodzianek, z których słynie tamtejsze schronisko, ale okazało się, że trzeba na nie poczekać około dwóch godzin. W oczekiwaniu na ich upieczenie postanowiliśmy wybrać się na Rysiankę, ale zdaje się, iż zabłądziliśmy i zamiast na Halę Rysiankę doszliśmy na Halę Redykalną (1060 m n.p.m.). Jej nazwa jest związana ze słowem „redyk” oznaczającym wiosenne wyjście owiec na halę lub jesienny powrót z hali. Z najwyżej położonej części hali roztacza się rozległa panorama na Worek Raczański, Beskid Śląski oraz Małą Fatrę. Na Hali Redykalnej krzyżują się dwa szlaki turystyczne: przebiega tędy szlak żółty szlak z Rajczy w kierunku Rysianki, stanowiący jeden z najbardziej widokowych szlaków w Beskidach. Tutaj także kończy swój bieg czarny szlak doprowadzający z Hali Boraczej. Upajające widoki i mocno przygrzewające słońce sprawiły, że znów wpadliśmy w błogostan drzemkowy w trawie. Po wypoczynku wróciliśmy na Halę Boraczą. Monika od razu pobiegła do schroniska na jagodziankę, a pozostali uczestnicy wędrówki za chwilę do niej dołączyli. Po posiłku wspięliśmy się jeszcze na znajdujące się koło budynku schroniska „podium fotograficzne”. Schronisko zostało wybudowane w 1926 r. przez Żydowskie Towarzystwo Sportowe „Makkabi” z Bielska i było wtedy pierwszym żydowskim schroniskiem na świecie. Przed wojną budynek był jednym z najnowocześniejszych obiektów tego typu.


    

Pokrzepieni i wypoczęci wsiedliśmy do samochodu, ale to nie był koniec naszej pielgrzymki, gdyż w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w położonym niedaleko Żywca Rychwałdzie, by pomodlić się w Sanktuarium Matki Bożej Rychwałdzkiej. W pierwszej połowie XVI wieku zbudowano w Rychwałdzie niewielki drewniany kościół pod wezwaniem św. Mikołaja. Poświęcono go w 1547 r., a w 1644 powstał ośrodek kultu Maryjnego na całą Żywiecczyznę. Obecna świątynia zbudowana została z dzikiego kamienia w stylu barokowym. Obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus na ręku, który znajduje się w ołtarzu głównym, pochodzi z XV wieku, a namalowany jest na lipowej desce. Gdy przyjechaliśmy, trwała w sanktuarium adoracja Najświętszego Sakramentu. Po modlitwie jeszcze chwilę spacerowaliśmy wokół świątyni.


          

Wróciliśmy do Krakowa umocnieni duchowo, bo w górach jest łatwiej usłyszeć wewnętrzne echo głosu Boga, jak zauważał Jan Paweł II. Wierzymy w to, że idąc coraz wyżej ku niebu (Verso l’alto), jesteśmy bliżej Boga, bliżej natury, bliżej tego, co Stwórca stworzył. Poza tym polskie góry mają widoki tak piękne, że muszą się w nie wpatrywać aniołowie w locie. „Niech będą wciąż te same”.

 

Tekst: Beata

Zdjęcia: Grzegorz